Macie w sobie takie miejsce, gdzie możecie zniknąć? Gdzie wszystko, co trudne, bolesne, można przeżyć w ciszy i samotności, aż stanie się jasne, co dalej?
Ja nazywam takie miejsce „jaskinią kobiet” można też to nazwać „alchemicznym pojemnikiem”. Dlaczego? Bo to właśnie przestrzeń, gdzie możemy zamknąć się na chwilę, zostać same z tym, co w nas trudne i pozwolić, żeby coś w nas się przemieniło. Takie przestrzenie tworzą dla siebie mężczyźni. No bo wiemy, jak to z nimi jest, prawda? Jak coś się dzieje, to nagle „znikają”. Idą do swojej jaskini, żeby przemyśleć, poczuć i przepracować. I w końcu wracają, już jakby nigdy nic. Czasem wydaje się, że to dziwne, ale może my też tak mamy? Tak robili też mędrcy w dawnych czasach. Ojcowie pustyni, którzy wędrowali w samotność, znikali w swoich jaskiniach, żeby przechodzić swoje głębokie transformacje duchowe. Dla nas, kobiet, to często nie jest takie naturalne. My, z jakiegoś powodu, nie wytrzymujemy samotności ze swoimi trudnymi emocjami. Mam wrażenie, że od zarania dziejów byłyśmy nauczone, że wszystko omawiamy z innymi kobietami. Jak coś się dzieje, to od razu biegniemy – do przyjaciółki, mamy, babci, żeby o tym porozmawiać. I to jest piękne, bo wspólnota i wsparcie zawsze były częścią naszej siły. Ale czasem… czasem może to być właśnie to, co przeszkadza nam naprawdę zmierzyć się z tym, co w nas trudne. I to jest coś, co kojarzy mi się z tą kobiecą przestrzenią – naszą wewnętrzną jaskinią, gdzie możemy zamknąć się na chwilę, żeby zmierzyć się z tym, co trudne, i pozwolić, żeby proces transformacji w nas zaszedł. W alchemii taki pojemnik – retorta albo alembik – to miejsce, gdzie wrzucasz coś surowego, podgrzewasz, aż zacznie się przemieniać. Ale jest jeden warunek – to naczynie musi być szczelne. Jak je otworzysz za wcześnie, cała energia ucieka i nic z tego się nie przekształci. My też mamy w sobie taki pojemnik – miejsce, gdzie możemy zająć się tym, co trudne, żeby coś w nas mogło się zmienić. I dzisiaj o tym chciałam porozmawiać: gdzie my, jako kobiety, mamy taką swoją jaskinię? Takie swoje miejsce, gdzie możemy zniknąć w momencie, kiedy pojawiają się problemy, kiedy w naszym życiu dzieją się bardzo trudne sytuacje – choroba, choroba dziecka, rozwód, zdradzona przyjaźń.
Czy mamy w sobie przestrzeń, do której możemy się udać, żeby tam w ciszy z tym posiedzieć? Żeby wytrzymać te trudne emocje, trudne uczucia, żeby z nimi pobyć? Żeby przejść swój wewnętrzny proces z wiarą, że jak tam wejdę, to cały mój sztorm wewnętrzny się przetoczy, a ja odkryję dla siebie jakieś znaczenie tego wszystkiego? Wiecie, czasami to jest tak, że ktoś triggeruje w nas coś bardzo głębokiego. Jakąś naszą traumę z dzieciństwa. Ciągle mamy te same powtarzające się sytuacje, które nas ranią. I wtedy bezrefleksyjnie wpadamy w miejsce „impuls-reakcja, impuls-reakcja”. Często ten impuls to coś, co znamy z przeszłości, co było dla nas bardzo trudne i traumatyczne, a reakcja w dorosłym życiu jest dokładnie taka sama. I to jest moment, w którym musimy się zatrzymać. Bo ten nasz wewnętrzny proces może pozwolić nam odkryć, z jakiego miejsca to pochodzi. Co czuję? Kiedy tak się już czułam? Skąd znam ten koktajl emocjonalny? Gdzie to się objawia w ciele? Czy mogę zejść do tego wewnętrznego dziecka? Czy mogę, jako dorosła, zaopiekować się tym dzieckiem, być świadkiem, którego wtedy zabrakło? Być tym wsparciem, tym opiekunem, który pozwala przepuścić przez siebie tę burzę emocji, ale też ją zrozumieć i uzdrowić? I wiecie co? To nie jest łatwe. Bo my, kobiety, bardzo często uciekamy. Uciekamy od razu do kontaktu – do przyjaciółki, mamy, babci, koleżanki. Po konflikcie np. z partnerem, opowiadamy: „Wiesz, co on zrobił? Wiesz, co powiedział? Wiesz, jak się przez niego poczułam ?” I w tym momencie ten proces się przerywa. To jest jak w alchemii – pojemnik musi być szczelny. Jak otworzymy go za szybko, wszystko się wywietrzy, cała przemiana zostaje przerwana. A przecież w alchemii ogień jest niezbędny. To on podgrzewa tę surową, chaotyczną materię, aż zaczyna się coś dziać. W naszych emocjach jest tak samo. Ten ból, ta niewygoda, której tak bardzo chcemy uniknąć, to właśnie materia, która potrzebuje czasu, ognia, ciszy, żeby mogła się przemienić. I tutaj dochodzimy do relacji. W związku partnerskim często pojawia się ta pokusa, żeby powiedzieć: „To przez ciebie tak się czuję. Ty to we mnie wywołałeś, więc ty masz to naprawić, przeprosić, uleczyć.” Ale to, co naprawdę nas dotyka, często nie jest o naszym partnerze. To jest o nas. To on coś uruchomił, ale to ja muszę się z tym zmierzyć. To jest ten moment, kiedy możemy powiedzieć: „Słuchaj, coś we mnie się poruszyło. Nie wiem jeszcze, co to jest, ale potrzebuję z tym zostać. Potrzebuję trochę czasu w swojej jaskini.” I wtedy bierzemy to do siebie – nie zrzucamy tego na partnera, nie każemy mu tego naprawiać. Zostajemy z tym same, w tym alchemicznym pojemniku, żeby proces mógł zajść do końca. A kiedy już to przejdziemy, możemy wrócić i powiedzieć: „Wiesz co, tamto zdanie mnie dotknęło. Odpaliło we mnie coś trudnego, coś, co było w mojej przeszłości.” I wtedy ta rozmowa jest z zupełnie innego miejsca. Jest z miejsca, które jest świadome, mocne, dojrzałe. Dlatego zachęcam was, moje drogie, żebyście znajdowały swoją kobiecą jaskinię. Zamiast od razu szukać ulgi na zewnątrz, zostańcie z tym, co was dotyka. Bo sam związek dwojga osób też jest takim alchemicznym pojemnikiem – miejscem, gdzie możemy się przekształcać, gdzie napięcia i konflikty są jak ogień, który nas zmienia, zwiększa naszą intymność i głębie relacji. Ale ta przemiana nie zajdzie, jeśli nie damy sobie na nią przestrzeni. I wiecie co? To, co często ją uniemożliwia, to właśnie nasze rozszczelnianie tego pojemnika. Kiedy opowiadamy o tym, co on powiedział, co zrobił, jak się przez niego czujemy, to rozszczelniamy tę intymność. Zamiast wytrzymać to w sobie, zobaczyć, co to we mnie odpaliło, przetransformować to w swojej jaskini, a potem wrócić do partnera, by to z nim przepracować, rozlewamy to na zewnątrz. I wtedy nie tylko proces w nas zostaje przerwany, ale też proces między partnerami nie ma szansy się wydarzyć. Bo te trudne momenty, te konflikty, to właśnie przestrzeń, gdzie w relacji może zajść coś głębszego, coś, co nas łączy. Ale żeby tak się stało, musimy to utrzymać w tej relacji. Wytrzymać nie tylko w sobie, ale też wytrzymać w związku, w tej intymnej przestrzeni między nami. To nie jest łatwe, bo wymaga odwagi, cierpliwości i tego, żebyśmy same wzięły odpowiedzialność za swoje emocje. Ale to właśnie wtedy, kiedy pozwalamy sobie na ten proces, kiedy zostajemy w zamkniętym pojemniku – i w sobie, i w związku – rodzi się coś prawdziwie intymnego. Coś, co jest tylko między nami. Ogień może boleć, ale to właśnie on przekształca chaos w złoto. I nie tylko w nas, ale też w naszym związku. I wiecie co? To nie jest jednorazowy proces. Za każdym razem, kiedy w relacji pojawia się konflikt, trudna emocja czy coś, co nas dotyka, to jest kolejna okazja, żeby wejść w ten alchemiczny pojemnik. Za każdym razem, kiedy wytrzymujemy w sobie ten ból, kiedy nie rozszczelniamy tej intymności na zewnątrz, budujemy coś większego – w sobie i w naszej relacji. To nie jest coś, co dzieje się raz i mamy spokój. To ciągły proces, który wymaga od nas odwagi i cierpliwości. Ale właśnie dzięki temu, z każdym kolejnym krokiem, z każdym kolejnym przepracowanym trudnym momentem, nasza relacja staje się intymniejsza, mocniejsza, głębsza i prawdziwsza. Bo to, co najcenniejsze, rodzi się w tym zamkniętym pojemniku – w nas samych i w naszej wspólnej przestrzeni. To trudne, ale właśnie takie momenty, kiedy decydujemy się zostać w swojej jaskini, zmieniają nas na zawsze. To wtedy budujemy swoją siłę i głębię – zarówno w sobie, jak i w relacji.
Więc jak to jest u was? Potraficie wytrzymać w tej swojej jaskini? W tym swoim alchemicznym pojemniku? A może to dobry moment, żeby spróbować.